piątek, 29 stycznia 2010

- Film - Duch Roju (1973)



Za bardzo jeszcze jestem pod wpływem, żeby napisać cokolwiek racjonalnego, więc tylko zacytuję: "Być może „Ducha roju” (El espíritu de la colmena, 1973) nie będzie nam dane obejrzeć na dużym ekranie nigdy. Ale warto wiedzieć, że taki film istnieje. Warto nieustająco go szukać. A potem znaleziony na jakimkolwiek nośniku, oglądać i przechowywać jak skarb, pozostałość po epoce, która kino uczyniła sztuką.".
Jestem absolutnie zaczarowana.

sobota, 16 stycznia 2010

The Asteroids Galaxy Tour - Fruit (2009)



Markotnie, zimno, ponuro, ciemno i brzydko? The Asteroids Galaxy Tour są tak cudownym lekarstwem na to wszystko, że nie mogłabym się tu nimi nie podzielić w taki dzień jak ten. Nie chce mi się opisywać ich jakoś zbytnio, bo takich zespołów się nie opisuje tylko słucha, więc napomknę jedynie, że to duński, alternatywny pop (bądź też pop psychodeliczny, jak kto woli), pełen energii i fajnych, wpadających w ucho melodii. Ja-chcę-ich-na-żywo!

01. Lady Jesus
02. The Sun Ain't Shining No More
03. Push The Envelope
04. Satellite
05. Crazy
06. The Golden Age
07. Around The Bend
08. Sunshine Coolin'
09. Hero
10. Bad Fever

środa, 13 stycznia 2010

Hercules And Love Affair - Hercules And Love Affair (2008)



Na Hercules And Love Affair natknęłam się przypadkiem, ale po zobaczeniu, że wokalistą (po części) na tej płycie jest Antony Hegarty, stwierdziłam, że absolutnie MUSZĘ JĄ MIEĆ. Jak sobie obiecałam, tak zrobiłam - płytę mam, i zdecydowanie tego nie żałuję. Niesamowita mieszanka oldschoolowego disco, ekspetymentalnej elektroniki, szybkich rytmów i wpadających w ucho melodii, które raczej nie nudzą się szybko. Krążek z gatunku tych, co wskakują szybko a potem za nic nie chcą odczepić się od głowy, zostają i potrafią nastroić pozytywnie, nawet w poniedziałkowy poranek.

1. "Time Will" – 4:34
2. "Hercules Theme" – 4:30
3. "You Belong" – 4:12
4. "Athene" – 4:00
5. "Blind" – 6:18
6. "Iris" – 4:16
7. "Easy" – 5:22
8. "This Is My Love" – 4:58
9. "Raise Me Up" – 3:52
10. "True/False, Fake/Real" – 4:33

niedziela, 3 stycznia 2010

- Film - Inaczej Niż W raju (1984)



Każdy kto słyszał kiedykolwiek o Jimie Jarmuschu - a podejrzewam, że jednak słyszała większość - wcale NIE musiał słyszeć o "Stranger Than Paradise", co uważam za wielki niefart. Jest to drugi film w dorobku Jarmuscha i, moim skromnym zdaniem - jeden z najlepszych. Pełen specyficznego humoru, postaci, które niby nic nie robią, tylko chodzą z miejsca na miejsce, palą papierosy i prowadzą ze sobą bezsensowne dialogi - czyli to, co u Jima stało się cechą rozpoznawczą. Krótki zarys fabuły? Do Williego, urodzonego na Węgrzech ale mieszkającego od pewnego czasu w Ameryce przyjeżdża kuzynka, Eva, która zostaje u niego na dziesięć dni a potem zatrzymuje się u ciotki w Cleveland. Rok później Willie i jego przyjaciel Eddie z kupką pieniędzy jadą po Evę żeby zabrać ją na wakacje do raju - na Florydę. Jak mówi sam tytuł - nie do końca raj to jednak będzie.
Najbardziej - a tak - podoba mi się zakończenie. Tekst: "I co ty będziesz robił w Budapeszcie?" wgryzł mi się w umysł mocno i raczej już się nie odczepi, absolutnie mistrzowskie - na tle poprzedzających zakończenie wydarzeń - podsumowanie filmu.
To tyle, pędzić do oglądania.